Suma wszystkich kłamstw

Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej za nami. Jak co roku od 7 lat, tak i tym razem, nie wszyscy uszanowali żałobny charakter tego dnia. Podkomisja Antoniego Macierewicza postanowiła właśnie wtedy podzielić się swoimi dokonaniami i odkryciami, które poczyniła na drodze do wyjaśniania przyczyn i okoliczności (zbadanego i udokumentowanego już wprawdzie) wypadku.

W program oficjalnych państwowych obchodów 7 rocznicy katastrofy smoleńskiej wpisano prezentację filmu stworzonego przez ekspertów W. Berczyńskiego. Treść filmu wywołała konsternację nie tylko wśród społeczeństwa polskiego, ale również poza granicami naszego kraju. W komentarzach pojawiły się określenia „obsesja”, „nie służy to bezpieczeństwu” itp.



To, że jakość merytoryczna przedstawionego materiału jest – delikatnie mówiąc – wątpliwa to jedno. Drugie to fakt, że trudno oprzeć się wrażeniu, że powstał on jedynie dla zaspokojenia ambicji poszczególnych członków podkomisji. Skąd ten wniosek? Stąd, że umieszczono tam niespójne, wręcz sprzeczne ze sobą hipotezy powtarzane od lat przez ludzi Antoniego Macierewicza (działających początkowo w ramach tzw. zespołu Macierewicza, a obecnie włączonych do podkomisji Berczyńskiego powołanej właśnie przez obecnego ministra obrony narodowej).

Pomimo dostępu do materiałów źródłowych zebranych przez komisję Millera i prokuraturę, stworzenia komfortowych warunków pracy (w tym zapewnienie środków finansowych pozwalających na całkowite poświęcenie się przez te 14 miesięcy badaniom) członkowie podkomisji Berczyńskiego nie potrafili przygotować wspólnego, spójnego i logicznego opisu własnych ustaleń. W to miejsce uraczono nas hipotezami sklejonymi jedną ideą: to był celowy zamach na polską delegację udającą się na uroczystości w Katyniu.

Paradoksalnie - można jednak odnaleźć pozytywy pseudoustaleń podkomisji Berczyńskiego. Pierwszy to fakt, że podjęli próbę korzystania z danych pokładowych rejestratorów parametrów lotu - co prawda na razie wybiórczo, ale jest to jednak jakiś postęp. Drugi to obnażenie w świetle kamer niekompetencji podkomisji, co przekłada się na zmniejszenie liczby osób wierzących w ustalenia „szarlatanów smoleńskich”.

Nie można jednak zapominać, że przez te 14 miesięcy działania podkomisji wydano ogromne środki z budżetu państwa, by opłacać działalności ludzi A. Macierewicza. Dziś, po emisji filmu wiemy, na co poszły blisko 2 mln zł:

1. Pokazano „przeprowadzenie eksperymentu” z użyciem dronów i „blaszanych ptaków” – nowość poznawcza z tego żadna, a obliczenia rozrzutu szczątków samolotu i energii jaką one posiadają podczas opadania na ziemię można przeprowadzić w czasie standardowych ćwiczeń ze studentami. To czas i pieniądze zmarnowane, chyba, że celem były naukowe badania empiryczne potrzebne komuś do realizacji np. obrony pracy magisterskiej.

2. Pokazano „przeprowadzenie eksperymentu z wybuchem bomby termobarycznej” – budując model kadłuba z namalowanymi oknami, a następnie wysadzając go w powietrze – to trochę jak wybuch mostu w jednej ze scen filmu o znamiennym tytule „Nic śmiesznego”. Ponieważ nie przedstawiono żadnych danych w postaci dokumentu zawierającego wnioski trudno się w ogóle odnosić to tej części filmu. Zresztą, wyniki tego „eksperymentu” zadają kłam niektórym wnioskom przedstawionym w samym filmie: jak np. teorii o olbrzymiej energii niezbędnej do wbicia drzwi w ziemię. Jak widać z zaprezentowanego w filmie wybuchu „makietki” kadłuba (półkadłuba, bo nie zamodelowano jego części dolnej), żaden z elementów jej konstrukcji po wybuchu nie ma takiej prędkości, żeby wbić się tak głęboko w ziemię.

3. Pokazano badania modelu w tunelu aerodynamicznym, ale nie zaprezentowano ich wyników. Ograniczono się do omówienia zachowania się modelu przy małych kątach natarcia, pomijając cały, dużo bardziej istotny z punktu widzenia faktycznego przebiegu wypadku, obszar badań odnoszących się do większych kątów natarcia i zachowania się modelu przy utracie końcówki skrzydła.

To tylko wybrane przykłady nieefektywnych (z punktu widzenia zakresu kompetencji określonych w prawie lotniczym) działań członków podkomisji Berczyńskiego. W ogóle nie pochylono się nad istotą badań. Brak spełniania wymogów dotyczących uprawnień wynikający z nieprawidłowości procesu szkolenia i nadzoru nad nim został zmarginalizowany stwierdzeniem: „niewielkie uchybienia formalne”. Daje to daje jasny sygnał środowisku lotniczemu: wymogi i procedury nie są istotne. Czy rzeczywiście właśnie w ten sposób mają traktować przepisy lotnicy odpowiadający za bezpieczeństwo powierzonych im pasażerów? To przykład jak destrukcyjny może być efekt działań podkomisji Berczyńskiego dla systemu bezpieczeństwa w lotnictwie.

Podsumujmy: najpierw Rosjanie próbują odwieść Polaków od zamiaru lotu do Smoleńska, tłumacząc to złym przygotowaniem lotniska (prawda), potem kontrolerzy próbują zniechęcić załogę tupolewa do lądowania tłumacząc to bardzo złą pogodą (prawda), a po nieracjonalnej decyzji polskich pilotów o kontynuowaniu lotu zamierzają sprowadzać samolot tylko do 100 m nad poziom pasa (minimum lotniska) informując załogę aby od 100 m była gotowa do odejścia na drugi krąg (prawda). Pomimo tych działań polska załoga jednak kontynuuje podejście i łamiąc zasady bezpieczeństwa schodzi poniżej 100 m (prawda). Wtedy następuje seria tajemniczych wybuchów: w lewym skrzydle, następnie kolejna seria wybuchów w kadłubie, a na koniec, nad miejscem w którym leżały szczątki wraku samolotu nastąpił wybuch bomby termobarycznej, która dokonała działa zniszczenia. I oczywiście na żadną z tych eksplozji nie ma dowodów (kłamstwo).

Nawet w słabych filmach akcji fabuła jest bardziej spójna. To wszystko zakończone wielkim znakiem zapytania wskazującym, że członkowie podkomisji Berczyńskiego – ludzie Antoniego Macierewicza nadal poruszają się w oparach mgły smoleńskiej. Szkoda tylko rodzin ofiar tego tragicznego lotu, które muszą borykać się z kolejną falą dezinformacji, tym razem jednak dużo poważniejszą bo firmowaną przez instytucję polskiego państwa.
Trwa ładowanie komentarzy...