Rok za rokiem, miesiąc za miesiącem.

Nie zapomniałem. 29 lipca minęła 6. rocznica zakończenia badania przyczyn Katastrofy Smoleńskiej przez Komisję Millera. Tego dnia, o 9 rano, przedstawiliśmy opinii publicznej i rodzinom ofiar tej tragedii, przyczyny wypadku i okoliczności, które do niego doprowadziły. Nie była to prawda łatwa, a z perspektywy 6. lat widać, że nie wszyscy znaleźli w sobie dość siły czy odwagi, aby pogodzić się z faktami.

Kiedy zaczynaliśmy pracę, minister Miller powiedział: “będziecie naznaczeni udziałem w
badaniu tego wypadku do końca życia”. Wtedy jeszcze nie wszyscy rozumieliśmy pełny sens jego słów. Nie wierzyliśmy, że podejście do Katastrofy Smoleńskiej stanie się narzędziem do podziału społeczeństwa i rodzin wielu Polaków. Po prostu robiliśmy swoje, to do czego zostaliśmy powołani. Pod raportem podpisali się wszyscy, bez zdań odrębnych. Nikt się nie wycofał, nikt nie zmienił zdania, nawet dzisiaj, kiedy większość z nas zapłaciła za to przymusowym odejściem ze służby, czy z pracy.



Przez 15 miesięcy poprzedzających publikację raportu, prowadziliśmy szereg analiz w oparciu o zebrane przez naszych kolegów na miejscu wypadku materiały, zapisy z czarnych skrzynek i dokumenty pozyskane w kraju. Powoli wyłaniał się z nich obraz olbrzymich zaniedbań w 36splt i Dowództwie Sił Powietrznych, który doprowadził do drastycznego spadku bezpieczeństwa przewozu najważniejszych osób w państwie. Widoczna też była niefrasobliwość przedstawicieli wszystkich podmiotów uprawnionych do korzystania z tego transportu. Wielu z nich nie wiedziało nawet, że istnieje coś takiego jak Instrukcja HEAD. Traktowano 36splt jak korporację taksówkarską (z całym szacunkiem dla taksówkarzy), która ma być zawsze gotowa do drogi, niezależnie od warunków. Lata zaniedbań doprowadziły do sytuacji, gdy 10 kwietnia 2010 roku zabrakło szczęścia, które mogłoby zastąpić brak doświadczenia, treningu i wiedzy.

Co wydarzyło się po zakończeniu badania? Dotychczasowe wyniki śledztwa potwierdziły w całości ustalenia Komisji Millera. Policyjni pirotechnicy wykluczyli obecność materiałów wybuchowych na pokładzie samolotu, Instytut Sehna potwierdził wiarygodność zapisów rejestratora głosu w kabinie, a biegli prokuratury uznali, że główną przyczyną wypadku było zejście poniżej dopuszczalnej przepisami wysokości w warunkach bez widoczności ziemi i niewydanie przez dowódcę załogi komendy na odejście na drugi krąg.

Czy coś jeszcze? Tak. Jak wspomniałem na początku, nie wszyscy mieli odwagę zmierzyć
się z faktami. Powołano więc podkomisję złożoną z amatorów, którzy nigdy nie badali
wypadków lotniczych i do której nie udało się namówić, czy to perswazją, czy groźbą, nikogo z profesjonalistów. Po 17. miesiącach do największych osiągnięć podkomisji można
zaliczyć: niepojechanie do Smoleńska w celu oględzin wraku (pracują na materiałach
Komisji Millera i prokuratury), niepodjęcie próby wykonania własnych kopii z rejestratorów
lotu (tak, proszę Państwa, dalej pracują na kopiach wykonanych przez Komisję Millera i
biegłych prokuratury, pomimo iż twierdzą, że są one sfałszowane choć zarzut ten odrzuciła
prokuratura). Kilkakrotnie za to pojechali do Mińska Mazowieckiego zobaczyć, jak wygląda
tupolew, w którym mogli poudawać, że lecą (dla przypomnienia - podczas badania członkowie Komisji Millera przeprowadzili loty, których celem była m.in. analiza działania autopilota w samolocie), zlecili badania aerodynamiczne, które nie potwierdziły ich oczekiwań i wysadzili w powietrze garaż. Minister Macierewicz, pomimo odmiennego zdania o przyczynach katastrofy, nie wycofał zaleceń profilaktycznych zaproponowanych przez Komisję Millera i wdrożonych w lotnictwie wojskowym.

Co dalej? Prezes Kaczyński co miesiąc dalej będzie przekonywał, że jest coraz bliżej
prawdy, podkomisja będzie szukała takich laboratoriów, które niezależnie od faktów
potwierdzą jej oczekiwania, a prokuratura będzie zlecać dalsze badania, które odsuną od
niej dzień, kiedy będzie musiała zakończyć śledztwo.

Za rok o tym przypomnę.

Maciej Lasek
Trwa ładowanie komentarzy...